środa, 28 kwietnia 2010

Wirus atakuje

Marketing wirusowy jest doskonałym zaprzeczeniem tezy wyrażonej porzekadłem „bez pracy nie ma kołaczy”. Cały wysiłek sprowadza się do tego, aby wybrać niewielką grupę osób, które zainteresuje się danym pomysłem, produktem lub ideą a które następnie staną się jego propagatorami. Pozostaje tylko poczekać, aż zarażą nim kolejnych potencjalnych zwolenników. Potem już tylko można obserwować, jak dany pomysł zyskuje nowych popleczników. Niestety nie zdarza się to często. Stworzenie wiarygodnego komunikatu interesującego dla szerokiej rzeszy odbiorców jest niezmiernie trudne. Równie trudno jest powiedzieć, kto podejmie się jego rozpowszechnienia, dlatego firmy mogą wykorzystywać zasady rządzące marketingiem wirusowym, unikając jego najpoważniejszych pułapek, ponieważ podejście określane jako marketing rozległego ogniska zapalnego łączy ideę stosowania narzędzi typowych dla marketingu wirusowego z wykorzystaniem tradycyjnych środków masowego przekazu. Typowy model marketingu wirusowego jest porównywany na zasadzie analogii do choroby zakaźnej. Zakłada się, że komunikat zostanie rozpowszechniony przez ognisko zapalne, czyli grupę entuzjastów, którzy zarażą jakimś pomysłem swoich znajomych i przyjaciół. Każdy odbiorca komunikatu może potencjalnie przekazać go co najmniej jednej osobie, która rozpowszechni go dalej. Proces ten ulega powieleniu – na kształt epidemii – prowadząc do gwałtownego wzrostu liczby odbiorców. Kampanie o charakterze czysto wirusowym na ogół biorą swój początek od małego ogniska zapalnego i szybko wygasają, jeśli nie przekraczają progu epidemii. Firmy są w stanie stworzyć ogniska zapalne o dużym zasięgu za pomocą standardowych reklam. Koncepcję marketingu rozległego ogniska zapalnego łatwo zastosować w praktyce i dzięki temu tanim kosztem podnieść skuteczność reklamy. Ponadto marketing rozległego ogniska zapalnego wykorzystuje siłę drzemiącą w dużej liczbie zwykłych odbiorców. _____

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz