piątek, 30 lipca 2010

Przeciwstawność umysłu a myślenie integracyjne

Szukając wzorów, śledzimy poczynania wielkich tego świata. Tymczasem bardziej niż czynami powinniśmy interesować się ich sposobami myślenia, a zwłaszcza procesem twórczego przezwyciężenia sprzeczności pomiędzy przeciwstawnymi koncepcjami. Opowieści o poczynaniach ludzi, którzy odnieśli sukces, działają na nas jak magnes. Ich determinacja i zdecydowanie pobudzają naszą wyobraźnię. Wynikające z ich śmiałych posunięć zdarzenia, które często przynoszą wspaniałe rezultaty, układają się w pasjonujące historie. A my sięgamy po nie z chęci uzyskania wskazówek, które moglibyśmy odnieść do budowania i rozwoju własnego życia i kariery zawodowej. Jednak koncentrowanie uwagi na tym, co robią ci ludzie, mija się z celem, ponieważ kroki, które odnoszą skutek w jednym kontekście, w innym mają często niewielki sens. Rodzi się więc pytanie, skąd czerpać nauki. Bardziej efektywne – choć zarazem trudniejsze – podejście każe skoncentrować się na tym, jak myślą ludzie sukcesu. Inaczej mówiąc – sprawdzić, co poprzedza ich działanie, czyli jak ich procesy poznawcze przyczyniają się do ich czynów. Większość z nich posiada dość rzadką cechę: naturalną zdolność do myślenia w kategoriach dwóch przeciwstawnych idei. Dzięki tej zalecie – nie ulegając panice ani nie decydując się na jedną z alternatyw – potrafią w sposób twórczy przezwyciężyć sprzeczności pomiędzy dwiema koncepcjami i stworzyć nową, trzecią koncepcję, która zawiera w sobie elementy dwóch pozostałych, ale jest od nich lepsza. Taki proces analizy, prowadzonej do syntezy, można nazwać myśleniem integracyjnym. Właśnie ta umiejętność – a nie wspaniała strategia czy bezbłędne wykonanie – doprowadziła do sukcesu większość wyróżniających się firm i ludzi, którzy nimi kierują. Wrodzoną cechą rodzaju ludzkiego jest przeciwstawność umysłu, która pozwala nam rozważać dwie sprzeczne koncepcje, pozostające wobec siebie w konstruktywnym, niemal dialektycznym, napięciu. Możemy wykorzystać to napięcie, by ukierunkować nasze myślenie na nowe, lepsze rozwiązania. Gdyby nasze mózgi były w stanie zajmować się na bieżąco tylko jedną myślą lub koncepcją, nie mielibyśmy dostępu do przenikliwych refleksji, które potrafi generować przeciwstawny umysł. Większość ludzi unika złożoności i wieloznaczności, ceniąc sobie komfort związany z prostotą i klarownością. Aby uporać się z oszałamiającą złożonością świata, w którym żyjemy, dokonujemy uproszczeń, gdzie się tylko da. Uwielbiamy pewność towarzyszącą wyborowi pomiędzy jasno określonymi alternatywami oraz poczucie definitywności, jakiego doznajemy po podjęciu decyzji. Często nie wiemy, co zrobić z modelami, które są z gruntu sprzeczne i pozornie niewspółgrające ze sobą. Zazwyczaj naszym pierwszym odruchem jest zdecydować, który z nich jest właściwy, a który należy wykluczyć jako zły. Czasami nawet stajemy po stronie jednego z nich, starając się udowodnić, że wybrany przez nas model jest lepszy od drugiego. Odrzucając jeden z nich, wyrzekamy się jednak korzyści, jakie moglibyśmy osiągnąć, gdybyśmy rozważali dwa przeciwstawne modele naraz i znaleźli – wskutek istniejącego pomiędzy nimi napięcia – wskazówki do stworzenia jeszcze lepszego modelu. Zmuszając się do wyboru pomiędzy dwoma modelami, wyłączamy funkcję przeciwstawności umysłu, zanim zacznie ona szukać twórczego rozwiązania. Chcąc wykorzystać przeciwstawność ludzkiego umysłu, musimy przezwyciężać nasze naturalne dążenie do prostoty i pewności. Proces myślenia integracyjnego składa się z czterech powiązanych ze sobą – ale odrębnych – faz, które same w sobie nie są specyficznymi elementami tego procesu: przechodzi przez nie każdy, kto zastanawia się nad jakąkolwiek decyzją. Tym, co wyróżnia integracjonistów, jest podejście do tych faz. Reakcje ludzi na problemy lub wyzwania przybierają formę procesu złożonego zwykle z czterech faz. Ci, którzy myślą w sposób konwencjonalny, starają się uprościć ten proces i często zmuszeni są godzić się na przykre kompromisy. Złożoność nie jest natomiast przeszkodą dla tych, którzy myślą w sposób integracyjny – nawet jeśli z powodu tej złożoności muszą ponownie przejść przez jedną lub więcej faz – ponieważ dzięki niej potrafią wypracować innowacyjne rozwiązania. W przypadku myślenia konwencjonalnego, gdy trzeba ustalić, co jest ważne (faza pierwsza procesu decyzyjnego), ludzie koncentrują się tylko na tych elementach, które mają ewidentny związek z danym problemem. Wyznawcy myślenia integracyjnego poszukują elementów, których związek z danym problemem nie jest ewidentny, ale możliwy. Konwencjonalne podejście polega na zdyskwalifikowaniu tak wielu czynników, jak to tylko jest możliwe. Starając się w jak największym stopniu wyeliminować złożoność, rozważamy każdą kwestię w ten sposób, że wychwytujemy tylko jej najistotniejsze aspekty. Kiedy nasze decyzje nie przynoszą spodziewanych efektów, często uświadamiamy sobie, że nie wzięliśmy pod uwagę czynników, które mają istotne znaczenie dla ludzi pozostających poza bezpośrednim zasięgiem wpływu naszego stanowiska lub naszych działań. Integracjoniści aktywnie poszukują mniej oczywistych, ale bardziej istotnych czynników. Rzecz jasna, im więcej istotnych czynników bierzemy pod uwagę, tym bardziej skomplikowany staje się nasz problem. Akceptacja złożoności i skomplikowania zagadnienia jest dowodem, że nie zostało pominięte nic, co pozwala dostrzec wszystkie aspekty problemu. Złożoność jest tu mile widziana, ponieważ to z niej rodzą się najlepsze owoce. Integracjoniści są przekonani, że przebrną przez tę złożoność, by na końcu drogi zaproponować proste rozwiązanie. W fazie drugiej procesu decyzyjnego następuje analizowanie związków przyczynowo-skutkowych. Zwolennicy myślenia konwencjonalnego rozważają tylko jednokierunkowe, liniowe reakcje pomiędzy zmiennymi, w których wzrost A powoduje wzrost B. Myślenie integracyjne rozważa wielokierunkowe i nieliniowe reakcje pomiędzy zmiennymi. W drugiej fazie podejmowania decyzji analizujemy, w jaki sposób liczne, istotne czynniki wiążą się ze sobą. Ludzie, którzy myślą konwencjonalnie, z reguły traktują kwestię przyczynowości tak samo wąsko jak kwestię istotności. Najprostszym rodzajem przyczynowości jest prostoliniowy związek przyczynowo-skutkowy, a ulubionym przez ludzi biznesu narzędziem do ustalania zależności pomiędzy zmiennymi jest regresja liniowa. Niekiedy podejmujemy złe decyzje dlatego, że niewłaściwie odczytujemy zależności przyczynowo-skutkowe pomiędzy istotnymi czynnikami. Integracjonista nie boi się kwestionować prawdziwość pozornie oczywistych zależności ani doszukiwać się związków wielokierunkowych i nieliniowych. Gdy dochodzimy do postrzegania architektury problemu – faza trzecia procesu decyzyjnego – w myśleniu konwencjonalnym rozbija się problemy na części i zajmuje się nimi oddzielnie lub sukcesywnie. Ci, którzy myślą w sposób integracyjny, zajmują się problemem w całości – badają, w jaki sposób jego części zazębiają się ze sobą i w jaki sposób jedna decyzja rzutuje na drugą. Kolejność, w jakiej podejmujesz decyzje, będzie miała wpływ na ich ostateczny rezultat. Integracjoniści nie rozbijają problemu na odrębne elementy i nie pracują nad nimi oddzielnie ani w ustalonej kolejności. Ogarniają całą jego architekturę – widzą, jak kolejne elementy układają się w całość, i mają świadomość, jak jedna decyzja wpłynie na drugą. Równie ważne jest to, że potrafią zajmować się wszystkimi tymi elementami naraz. Nie zlecają po kolei poszczególnych elementów do przeanalizowania innym pracownikom ani nie tracą z pola widzenia jakiegoś elementu tylko po to, by zająć się nim ponownie wtedy, gdy decyzje dotyczące wszystkich innych elementów zostaną już podjęte. Wszystkie te fazy – ustalanie, co jest ważne, analizowanie związków przyczynowo-skutkowych pomiędzy istotnymi czynnikami oraz badanie architektury problemu – składają się na ostateczny rezultat. Zbyt często bez większych oporów akceptujemy przykry wybór typu „coś za coś”, gdyż wydaje nam się on najlepszym wyjściem. Dzieje się tak dlatego, że – z powodu naszej skłonności do upraszczania – zignorowaliśmy w trakcie poprzednich trzech faz możliwości odkrycia interesujących i nowatorskich sposobów uniknięcia tego typu wyboru. Gdy dochodzi do rozwiązania, czyli ostatniej fazy procesu decyzyjnego, wyznawcy myślenia konwencjonalnego dokonują wyborów na zasadzie „albo… albo…” i akceptują najlepszą z istniejących opcji. W przypadku zwolenników myślenia integracyjnego ostateczny efekt stanowi twórcze rozwiązywanie sprzeczności pomiędzy koncepcjami i generowanie innowacyjnych rozwiązań. Człowiek, który myśli całościowo, a nie fragmentarycznie, potrafi w sposób twórczy rozwiązać sprzeczności, z których bierze początek każdy proces decyzyjny. Działania niezbędne przy poszukiwaniu takiego rozwiązania – opóźnianie podjęcia decyzji, ponowna, głębsza analiza sytuacji, przedstawianie nowych opcji w ostatniej chwili – mogą wydawać się z zewnątrz przejawami braku zdecydowania. W rzeczywistości człowiek taki może być nawet rozczarowany nowymi, wypracowanymi przez siebie opcjami, w wyniku czego może wrócić do początku procesu decyzyjnego i rozpocząć go od nowa. Jednak gdy w końcu znajdzie satysfakcjonujące rozwiązanie, będzie ono nieuchronnie konsekwencją jego niezgody na kompromisy i konwencjonalne opcje. Myślenie integracyjne jest źródłem nowych opcji i nowych rozwiązań. Daje poczucie nieograniczonych możliwości. Myślenie konwencjonalne prześlizguje się nad potencjalnymi rozwiązaniami i sprzyja błędnemu przekonaniu, że twórcze rozwiązania w rzeczywistości nie istnieją. Myśleniu integracyjnemu towarzyszy wzrost aspiracji. W przypadku myślenia konwencjonalnego aspiracje maleją wraz z każdym rzekomym potwierdzeniem się tezy o tym, że życie polega na akceptowaniu przykrych kompromisów typu „coś za coś”. W gruncie rzeczy osoby myślące w sposób konwencjonalny wolą akceptować świat takim, jaki on jest, podczas gdy osoby myślące integracyjnie chętnie podejmują wyzwanie polegające na zmienianiu świata na lepsze. Myślenie integracyjne jest nawykiem myślowym, który każdy z nas może w sobie świadomie rozwijać. A wówczas mamy szansę dostrzegać rozwiązania, które w przeciwnym razie pozostałyby niezauważone. _____

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz