środa, 18 sierpnia 2010

Dysproporcje majątkowe

W miarę zmian struktury demograficznej kraju, inaczej kształtują się dysproporcje w zarobkach. Dwudziestolatek, który zaczyna karierę i pracujący emeryt zarabiają przeciętnie mniej od ludzi będących u szczytu kariery. Bomba demograficzna stanu wojennego – która obecnie weszła na rynek pracy – w zestawieniu z rosnącą liczbą emerytów czasu powojennego musi odbić się na rozwarstwieniu majątkowym. Można załamywać tylko ręce nad dużą grupą ludzi w najniższym przedziale zarobkowym, a przecież najbogatsi Polacy zarabiają około 14 razy więcej od najbiedniejszych (jak wylicza skrupulatnie Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju, czyli OECD). Dla czołowych menedżerów i ich niewykwalifikowanych pracowników dysproporcje te są jeszcze większe, ale wbrew temu, co wymarzył sobie Karol Marks, pensje menedżerów nie są współmierne do nakładu pracy. To swoisty turniej, jak mecz tenisowy, w którym zwycięzca zgarnia całą pulę. Korporacyjne patologie, gdzie pensje nieudolnych prezesów nijak się mają do wyników pracy, znamy bardzo dobrze z własnego podwórka, na które trafili szefowie zagranicznych firm, bo nikt inny nie potrzebował ich w centrali, a po porażkach wędrują dalej, gdzie popełniają te same błędy. Struktura bogactwa zmienia się wskutek procesów rynkowych, gdzie duży wpływ na jej kształt wywarły procesy gospodarcze i ciągła rywalizacja przyniesiona z innych krajów. Ale niektóre państwa – głównie skandynawskie – świadomie wybrały i postawiły na równość, a nie na równe szanse rywalizacji. Stan konta nie mówi wszystkiego o poziomie życia. Różnice w jakości życia są bez porównania większe między bezdomnym a posiadaczem dachu nad głową. Dlatego ważniejszym problemem od rozpiętości zarobkowych jest to, ile osób mieszka na ulicy, a dokładniej – ilu z nich ma szansę się z niej wyrwać. Świat cały czas się zmienia. Coraz więcej z nas ma dostęp do podobnych dóbr i choć nie każdego stać na najlepszy model, korzystamy z życia w podobnym stopniu. To, co jest dziś poza naszym zasięgiem, jutro stanieje. Skupiajmy się na jakości życia, motywacji i tworzeniu warunków do bogacenia się, zamiast emocjonować się różnicami w zarobkach. Społeczeństwo to wyścig próżności. Im szybciej się bogacimy, tym szybciej chcemy manifestować swój awans. Konsumenci konsumują, a producenci mają fundusze na doskonalenie technologii, obniżanie kosztów i cen. Im szybciej pojawiają się droższe modele, tym szybciej produkty poprzedniej generacji znajdują się w zasięgu mniej zamożnych. Ci na dorobku patrzą na tych, którzy już się dorobili, gotowi są dać z siebie wszystko, by pójść w ich ślady, a poczucie nierówności popycha ludzi do podejmowania ryzyka, wyzwala w nich energię na granicy ich możliwości. Chęć dorównania bogatszym jest częścią ludzkiej natury. To, czy nam się powiedzie, zależy od możliwości awansu społecznego i równości szans, a także od dostępu do edukacji i tego, czy to wiedza, czy korporacja zawodowa decyduje o tym, kto zostanie prawnikiem, notariuszem, lekarzem lub pracownikiem administracji państwowej. Istotne znaczenie ma także jasne prawo i równe traktowanie w pracy, czyli wolna konkurencja nagradzająca zdolnych i przedsiębiorczych. Rozpiętości majątkowe w społeczeństwie nie zawsze są sprawiedliwe. Najważniejsze jest to, aby nie brakowało miejsca, a także szans dla chętnych do wspinania się coraz wyżej, bo im większe będą dysproporcje w kraju o zdrowym systemie prawnym i rynkowym, tym wyżej będą z czasem ci, którzy dziś są na samym dole. _____

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz