sobota, 4 grudnia 2010

Mgliste widmo...

Nowy system emerytalny wszedł w życie 1 stycznia 1999 roku. Od tego czasu nie obowiązuje już system, oparty wyłącznie na tzw. umowie międzypokoleniowej, czyli na zasadzie, że osoby pracujące płacą na utrzymanie osób na emeryturze. System ten stawał się coraz bardziej niewydolny ze względu na zmniejszającą się liczbę pracujących w stosunku do liczby świadczeniobiorców. Z tego względu zaistniała konieczność modyfikacji założeń. Na podstawie doświadczeń zagranicznych stworzono system oparty na trzech filarach.
W poprzednio obowiązującym systemie emerytalnym wysokość wpłacanych składek nie miała bezpośredniego wpływu na wysokość emerytury. Natomiast w nowym systemie, zarówno w I jak i w II filarze, przelewane przez pracodawcę składki zapisywane są na indywidualnych kontach klientów.
Zwolennicy reformy emerytalnej uważają ją za jeden z fundamentów obecnego ładu ekonomicznego i bardziej ufają prywatnym towarzystwom emerytalnym niż ZUS. Nie brakuje także głosów krytycznych i zmian w systemie emerytalnym. Mówi się o tym, że utworzenie otwartych funduszy emerytalnych było błędem, a ich utrzymywanie jest bez sensu. System emerytalny jest zbyt kosztowny, a efekty reformy znacznie odbiegają od założeń, a w tej sytuacji trzeba się liczyć z poważnymi zmianami w funkcjonowaniu OFE.
Im większe problemy z załataniem budżetu ma rząd, tym mocniej minister finansów eksponuje koszty tworzenia II filaru emerytalnego. Rzeczywiste koszty reformy będą znacznie większe niż planowane, a pozytywne efekty wątpliwe – najwyraźniej twórcy reformy nie uwzględnili ograniczeń politycznych. Mówi się, że pieniądze wkładane do OFE to nie oszczędności, bo to, co włożymy, powiększa dług publiczny. Z drugiej strony rządowi nie chce się popracować nad obniżeniem wydatków i deficytu, więc sięga po pieniądze OFE.
Po kilkunastu latach od rozpoczęcia reformy trzeba zrewidować wiele poglądów. W latach 90. XX wieku idea zastępowania tradycyjnego systemu emerytalnego przez fundusze emerytalne była popularna wśród wielu ekonomistów. Dziś wielu z nich zaczyna mieć wątpliwości, czy entuzjazm dla funduszy emerytalnych był uzasadniony. W Polsce założenia reformy odbiegają od rzeczywistości, a budżet będzie ponosić jeszcze przez kilkadziesiąt lat koszty tej reformy.
Składki, jakie przekazujemy co miesiąc ZUS-owi zarówno przed, jak i po reformie, nadal idą wyłącznie na wypłaty obecnych emerytur. Nie są odkładane lub inwestowane. Natomiast powstała luka w wyniku przekazywania części pieniędzy do OFE, którą regularnie wypełniają dopłaty dla ZUS-u z budżetu państwa.
Niektórzy ekonomiści mówią, że fundusze emerytalne to zbędne instytucje, które pobierają procent za wątpliwe usługi – można je bez szkody wyeliminować, a pieniądze dla emerytów będą płynęły bezpośrednio z budżetu. Oczekiwania wobec reformy były przesadzone, a korzyści z utworzenia OFE są mitem.
Historia OFE jest zbyt krótka, by można było jednoznacznie stwierdzić, co jest prawdą, a co mitem.
Twórcy reformy emerytalnej popełnili błąd, zawyżając oczekiwania społeczne i zaniżając oczekiwane koszty. Sceptycy OFE zawyżają koszty i lekceważą korzyści.
W starym systemie, który wciąż obejmuje miliony emerytów i osoby, które przejdą na emeryturę w najbliższych latach, przyszły emeryt z góry wie, jaką otrzyma emeryturę, bo jest ona wyliczana jako procent od wynagrodzeń z ostatnich lat aktywności zawodowej. W nowym systemie – zarówno w części obsługiwanej przez ZUS, jak i w II filarze obsługiwanym przez OFE – określona jest składka, a emerytura jest jej wynikiem. Taką będziemy mieli emeryturę, jaką uzbieramy w ciągu aktywnego życia zawodowego. Dla państwa – a także dla podatników – oznacza to poważne oszczędności, dla przyszłych emerytów – konieczność dłuższej pracy, jeśli chcą otrzymać wyższą emeryturę. Innymi słowy, nowy system rzeczywiście zwiększa aktywność zawodową, i to wbrew chęciom wielu ludzi, by przejść na emeryturę jak najszybciej. I to jest główna korzyść dla finansów państwa. Będziemy się starzeli, będzie przybywało emerytów, ale zasada zdefiniowanej składki będzie powodowała, że koszty emerytur w stosunku do PKB będą malały – przyszłe emerytury będą względnie niższe niż obecne. Mimo tych oszczędności koszt przejścia ze starego systemu na nowy system będzie większy, niż zakładali twórcy reformy, i w ciągu 50 lat wyniesie blisko 100% PKB. Aż do roku 2030 budżet będzie wydawał co roku ponad 2% PKB na łatanie dziury w ZUS powstałej na skutek przekazywania części składek do OFE. Potem koszty te będą maleć, ale utrzymają się jeszcze kilkadziesiąt lat. Sceptycy twierdzą, że nie ma sensu ponosić tego kosztu przez kilkadziesiąt lat, skoro korzyści z OFE są iluzoryczne, a oszczędności w funduszach emerytalnych są jednocześnie długiem państwa, czyli podatników. Nawet jeśli udałoby się ograniczyć inne wydatki i zaoszczędzone w ten sposób pieniądze przekazywać do OFE, to można lepiej po prostu obniżyć podatki i pozostawić te pieniądze obywatelom. Raczej mało prawdopodobne, aby rząd obniżył podatki.
Aktywa posiadane przez OFE pochodzą z kieszeni podatników i dopóki są zarządzane przez prywatne towarzystwa emerytalne nie zostaną przejedzone. W ZUS są tylko wirtualne zapisy, a pieniądze na emerytury będzie trzeba znaleźć w przyszłości. Gdyby budżet odczuł ulgę w wyniku likwidacji OFE, natychmiast pojawiłaby się pokusa zwiększenia wydatków państwa.
Społeczeństwo, nawet najbardziej wyedukowane, nie składa się z ekspertów zdolnych ocenić racje w skomplikowanych sporach. Zawirowanie wokół systemu emerytalnego po raz kolejny utwierdza w przekonaniu, że każdy może liczyć tylko na siebie, gdy osiągnie wiek emerytalny, a jego emerytura z ZUS i OFE będzie tylko mizernym dodatkiem do tego, co uda mu się zgromadzić przez całe życie zawodowe w innych formach oszczędzania.
_____

2 komentarze:

  1. Cały system emerytalny kiedyś musi runąć. Pewnego dnia nasze pieniądze wpłacane na ZUS wparują, a nasze emerytury staną się wielką niewiadomą. Zamiast płacić na OFE i ZUS, lepiej by ta kwotę samemu sobie zbierać na lokatę w banku. Wtedy to dopiero by było wesołe życie staruszka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Podoba mi się ten teskt nie tylko za ogólne porównanie reform, ale także za szczere słowa o wirtualnych zapisach na kontach w ZUS-ie. To należy sobie uświadomić już dzisiaj
    Ewa

    OdpowiedzUsuń