wtorek, 28 grudnia 2010

Wolni outsiderzy

Są ludzie, którzy do niczego nie pasują i nigdy nie stoją w miejscu. Łamią serca swoim bliskim, bo pragną tylko włóczyć się po świecie. Przemierzają morza, zdobywają góry, ciągle uganiają się za czymś nowym. Nie mogą się ustatkować, ciągle pragną zmiany. Życie uważają za dobry żart, choć rzadko sami się śmieją. To ludzie wolni.
Ludzie wolni to ci, którzy pokonują swą ziemską wędrówkę w sposób świadomy i odpowiedzialny. Nikt z zaświatów nie pospieszy mu na ratunek, żadna siła nie zdejmie z jego sumienia odpowiedzialności za to, co zrobili i robią. Sami muszą się ze sobą rozliczać, nie mogą liczyć na żadne nagrody.
Żyją z ciężkim brzemieniem świadomości, że nic ich nie czeka ponad to, co na ziemi – żadne niebo, żadne piekło, żaden sąd ostateczny. Sąd ostateczny przeprowadzają sami nad sobą w codziennych ratach. Nikt im w tym nie pomaga, na nic więcej nie mogą liczyć. Dlatego wszystkie decyzje i kroki stawiać muszą z rozwagą większą i ze świadomością, że ich życie nie będzie miało żadnego przedłużenia. Żyją ze świadomością, że oni i ich życie zapisuje się w pamięci innych ludzi, a jedyną nagrodą, jaka ich czeka za popełnione czyny, będzie ich obraz zapisany w pamięci innych. I jest to ich naczelne przykazanie, które każe im po prostu w bezwzględny sposób być dobrymi ludźmi. Muszą tę siłę dobrego życia znajdować w sobie.
_____

2 komentarze:

  1. Nie każdy outsiader to ateista. To, że ktoś jest introwertykiem nie oznacza, że jest pesymistą. To ludzie, którzy odrywają się od grupy, bo nadmiernie przeżywają i interpretują własne emocje i potrzeby. Słusznie mówisz o nich, że do niczego nie pasują. Ale jednak ich cechą jest bierność, a nie ciągła zmiana i przygoda.
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
  2. Większość ludzi potrzebuje wiary w Boga i jego opieki. Ale są też tacy, którym jest to obojętne i jakoś żyją. Ateizm, z jakim spotykamy się na co dzień, ma w sobie wewnętrzny nakaz walki z członkami wspólnot religijnych. Z kolei przynależność do wspólnoty nakazuje szerzenie wiary w wyznawanego przez nią Boga. Może warto też rozważyć agnostycyzm, jako postawę życiową? Każdy człowiek chce być tylko szczęśliwy, a lżej się żyje z wiarą czy złudzeniem, że jest jakaś siła, która roztacza nad człowiekiem opiekę. Nie czuje się jej, ale jest się do czego odwołać, jest się do kogo zwrócić w momencie trwogi czy zwyczajnych kłopotów. Wielu spośród nas tego potrzebuje. To normalne i ludzkie, a przy tym jakie wygodne - ile odpowiedzialności ma się wtedy z głowy: coś idzie nie tak - Bóg tak chce, zrobi się coś złego - kapłan udzieli rozgrzeszenia, przydzieli jakąś rytualną pokutę i już ma się czyste sumienie.
    Każdy chce być tylko szczęśliwy i chce, aby jego życie minęło konstruktywnie, chce też najlepiej wykorzystać czas, który został mu dany. A jak go spędzi, zależy tylko od niego.

    OdpowiedzUsuń