wtorek, 30 sierpnia 2011

Emerytura z Chile

Na mocy prawa 11% wynagrodzenia każdego pracownika jest odprowadzane na konto emerytalne. Pracownicy sami wybierają preferowany poziom ryzyka, przy czym podejmują decyzje inwestycyjne: nie mogą wybrać ani 100% akcji, ani 100% obligacji, a udział akcji w portfelu zmniejsza się wraz z wiekiem ubezpieczonego. Gdy osiągną wiek emerytalny, ich oszczędności zamieniają się w dożywotnią rentę. A państwo – na zasadach aukcji – zbywa prawo do ich wypłaty dla grup 250 tysięcy emerytów.
Ludzie nie najlepiej sobie radzą z dwoma aspektami odkładania na emeryturę: trudno i podjąć decyzję o rozpoczęciu oszczędzania, a w późniejszych latach nie umieją zmniejszyć poziomu ryzyka – więc system zmusza ich do roztropniejszego postępowania. Jednocześnie rozwiązanie to zakłada, że osoby przystępujące do funduszu emerytalnego są w stanie dość dobrze zarządzać własnym ryzykiem. pozostawia więc każdemu swobodę wyboru rodzaju inwestycji, wykluczając z możliwych opcji te zbyt ryzykowne. Ma to znaczenie zwłaszcza w przypadku osób starszych, gdyż nieprzemyślane decyzje podejmowane w późniejszym wieku mogą pociągnąć za sobą nieodwracalne i niekorzystne skutki.
Chile rozwiązało odwieczny problem towarzyszący rentom dożywotnim. Próby przewidywania długości życia ludzkiego są obarczone dużym ryzykiem, więc towarzystwa ubezpieczeniowe dyktują wysokie składki za neutralizację tego ryzyka. A to z kolei przyczynia się do nieefektywności rynku ubezpieczeń. Dodatkowo renty dożywotnie pociągają za sobą problem negatywnej selekcji, co jeszcze bardziej podnosi poziom ryzyka. Rozkładając ryzyko na całą populację, rząd chilijski sprawia, że renty roczne stają się atrakcyjnym rynkiem, nacechowanym silniejszą konkurencją i lepszymi cenami. A ponieważ system emerytalny jest obowiązkowy dla wszystkich, znika problem negatywnej selekcji.
Podejrzewam, że część społeczeństwa uznałaby chilijskie rozwiązanie za nazbyt restrykcyjne, nazywając je rażącym przejawem kontroli opiekuńczego państwa nad obywatelami.
Konsekwencje złego zarządzania finansami mogą być szkodliwe, jednak są mniej widoczne (niż na przykład efekty złego przygotowania się do skutków katastrof wywołanych anomaliami pogodowymi lub tragediami w ruchu drogowym).
Nawet w czasach kryzysu gospodarczego nie zdajemy sobie sprawy z własnych pomyłek i mylnej oceny rzeczywistości, ponieważ wszyscy wokół nas jadą na tym samym wózku. A przecież to do nich się porównujemy.
Jednak to, że nie potrafimy dostrzec, jak irracjonalne są nasze zachowania, nie może oznaczać przyzwolenia na ten brak rozsądku. Musimy przeanalizować atuty i słabości, zarówno ludzi, jak i rynków, a następnie wykorzystać zebrane wnioski do udoskonalania naszych instytucji (lub całkowicie zmienić podejście do przyszłości finansowej i przestać liczyć na jakąkolwiek pomoc państwa). Można tego dokonać. I to z dobrym skutkiem.
_____

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz