piątek, 15 lutego 2013

I tak masz szczęście

[…] Rzeczywiście, wszyscy umrzemy, śmierć jest absolutem […], ale nawet w takiej sytuacji możemy się uważać za szczęściarzy. Większość „ludzi” – przeważająca większość potencjalnych ludzi – nawet się nie rodzi, a jest ich więcej niż ziaren piasku na wszystkich pustyniach Arabii. „Zbiór możliwych ludzi dopuszczalny przez DNA… przewyższa wielokrotnie zbiór ludzi rzeczywistych. Wbrew temu wprawiającemu w osłupienie nieprawdopodobieństwu ty i ja, w swej zwyczajności, znaleźliśmy się tutaj”. […] weź pod uwagę całą tę pracę ewolucyjną, wszystkie te niezarejestrowane nigdzie cząstki kosmicznego przypadku, te wszystkie decyzje, wszystkie pokolenia rodzinnych starań i opieki, wszystkie te drobinki, to i tamto, które w końcu doprowadziło do powstania mojej osoby i mojej wyjątkowości. Także mojej zwyczajności, i twojej […], zwyczajności jednak wyjątkowej, unikatowej, zwyczajności wbrew wszelkiemu prawdopodobieństwu. Z tego właśnie powodu jest trudniej, nie łatwiej, wzruszyć ramionami i oznajmić filozoficznie: och, no cóż, mogłem się nigdy tu nie znaleźć, więc równie dobrze mogę się cieszyć tym małym okienkiem szansy, której nie dano innym. Ale jednocześnie trudno też myśleć – chyba że jest się biologiem – o tych trylionach nienarodzonych, genetycznie hipotetycznych innych jako „potencjalnych ludziach” […].

Julian Barnes: Nie ma się czego bać, Świat Książki, Warszawa 2010, s. 152.

1 komentarz:

  1. Niby to takie gdybanie, bo różni ludzie różnie myślą na tematy samego życia, jak i śmierci. Co się z nami dzieje już po "wszystkim" etc.
    Warto się czasami nad tym zastanowić, ale tak naprawdę nic nie wiemy, niczego nie jesteśmy i nie będziemy pewni, dopóki sami się nie przekonamy ;)

    OdpowiedzUsuń