Naomi Klein w No logo:
Odkąd wielkie sieci są w stanie bez najmniejszego wysiłku przelicytować mniejszych rywali w walce o przestrzeń rynkową i dostawy, handel detaliczny stał się zabawą dla tych, co nie muszą liczyć się z pieniędzmi. Bez względu na to, czy wykorzystują oni swoją siłę do zaniżania cen, utrzymywania ich na sztucznie wysokim poziomie, czy też po prostu do zdobycia niemal monopolistycznego udziału w rynku, otrzymujemy ten sam wynik: arenę handlu, gdzie wielkość jest warunkiem wstępnym i gdzie mniejsi ledwo mogą utrzymać się przy życiu. Zawodnicy w tej grze, niczym zapaśnicy sumo, za wszelką cenę starają się dotrzeć do granic swojej kategorii wagowej; ogrom rodzi ogrom. Oczywiście nadal powstają nowe niezależne sklepy i restauracje, niekiedy znakomicie prosperujące, jednak coraz częściej są to ekskluzywne, wyspecjalizowane lokale w elitarnych dzielnicach, podczas gdy przedmieścia, małe miasteczka i dzielnice robotnicze szczelnie pokrywa – i niszczy – sieć samopowielających się klonów. Proces ów decyduje nie tylko o tym, kto utrzyma się na rynku, lecz także […], co trafi na sklepowe półki. Wielu wiernych klientów gotowych jest zapłacić każdą cenę za markowy artykuł, przy czym zwykłe kupowanie towaru to dla nich jeszcze za mało. Opętani markową obsesją, objawiają niemal fetyszystyczne podejście do konsumpcji, w której nazwa marki urasta do rangi potężnego talizmanu._____
Komentarze
Prześlij komentarz