Być może obligacje są najlepszą inwestycją, kiedy aktywność gospodarcza maleje, co z reguły wiąże się z coraz niższymi wskaźnikami inflacji. Być może akcje dają zarobić najwięcej w pierwszej fazie ożywienia, najczęściej związanego z odbudową zapasów w przedsiębiorstwach. Być może hossa surowcowa nabiera tempa, kiedy gospodarka jest już dobrze rozpędzona, a źródłem wzrostu są inwestycje i rosnący popyt konsumpcyjny. Od każdej reguły są oczywiście odstępstwa, a postęp technologiczny i związany z tym coraz szybszy przepływ informacji sprawiają, że jest coraz mniej okazji do wykorzystania przez indywidualnych inwestorów. Konkurencja się zaostrza, a wiele instytucji ma wyspecjalizowane jednostki, które natychmiast wychwytują wszelkie odchylenia od norm w wycenach lub zachowaniach kursów. Jest też automatyczne oprogramowanie, które wkracza na rynek bez ingerencji człowieka.
Im krótszy horyzont inwestycyjny, tym zarabianie wydaje się trudniejsze, ale przy konsekwentnym wdrażaniu własnej strategii próba zarabiania na trendach średnioterminowych – liczonych w tygodniach i miesiącach – ma szansę powodzenia.
Jeśli inwestuje się ze scenariuszem, trzeba zachować konsekwencję. Jeśli warunki, które muszą być spełnione, żeby nasz scenariusz miał szansę zaistnieć, zostają złamane, dostajemy czytelny sygnał, żeby zamknąć pozycję, wycofać się z inwestycji, i tym samym mamy szansę uniknąć jednego z podstawowych błędów popełnianych przez inwestorów, czyli upieraniu się przy swoim zdaniu wbrew temu, co dzieje się na rynku.
Mitem jest przeświadczenie, że skuteczni inwestorzy to tacy, którzy ze swoich działań wyparli emocje. Emocje bywają pochodną stresu, a stres w życiu inwestora obecny jest niemal cały czas.
Inwestor – nie tylko ten początkujący – ma marzenia i ogromne oczekiwania.
Oczekujemy fenomenalnych zysków bez ryzyka. Rzeczywistość wkrótce te oczekiwania brutalnie weryfikuje. Miejsce chciwości zajmuje wtedy strach (przed utratą już zarobionych pieniędzy, jeszcze większymi stratami, błędnymi kolejnymi decyzjami).
Pierwsze straty najczęściej nie są zbyt duże i nie zaburzają jeszcze wiary w siebie. Kiedy straty zaczynają się zwiększać, niepokój inwestora rośnie. Gdy straty zaczną przekraczać pewien poziom, trzeba się z tej inwestycji wycofać.
Spora część ludzi jest w stanie zaakceptować do 30% straty.
Radość z zysków jest znacznie mniejsza niż żal z odpowiedniej wielkości straty. Fala optymizmu, której inwestor poddaje się w czasie hossy, trwa krótko, ale jest gwałtowna. Znacznie dłużej i boleśniej przebiega faza rozczarowania i depresji po stratach.
Jeśli dopuścimy do straty na poziomie 30%, to musimy zarobić blisko 43%, aby wrócić do stanu początkowego. Choć jest to trudne, to wygląda na znacznie bardziej realne (w sensownym czasie) niż wtedy, gdy dopuszczamy do straty 40% (wówczas musimy zarobić blisko 67%). Łatwiej będzie, gdy nasza akceptowalna strata portfela nie przekroczy 20%.
Należy straty wliczyć w każdą inwestycję i zarządzać nimi umiejętnie. Szykując się na najgorsze, zmniejszamy stres związany z niepewnością. Jeśli ustalimy plan działania w przypadku strat, zyskamy kontrolę naszych działań.
_____
Im krótszy horyzont inwestycyjny, tym zarabianie wydaje się trudniejsze, ale przy konsekwentnym wdrażaniu własnej strategii próba zarabiania na trendach średnioterminowych – liczonych w tygodniach i miesiącach – ma szansę powodzenia.
Jeśli inwestuje się ze scenariuszem, trzeba zachować konsekwencję. Jeśli warunki, które muszą być spełnione, żeby nasz scenariusz miał szansę zaistnieć, zostają złamane, dostajemy czytelny sygnał, żeby zamknąć pozycję, wycofać się z inwestycji, i tym samym mamy szansę uniknąć jednego z podstawowych błędów popełnianych przez inwestorów, czyli upieraniu się przy swoim zdaniu wbrew temu, co dzieje się na rynku.
Mitem jest przeświadczenie, że skuteczni inwestorzy to tacy, którzy ze swoich działań wyparli emocje. Emocje bywają pochodną stresu, a stres w życiu inwestora obecny jest niemal cały czas.
Inwestor – nie tylko ten początkujący – ma marzenia i ogromne oczekiwania.
Oczekujemy fenomenalnych zysków bez ryzyka. Rzeczywistość wkrótce te oczekiwania brutalnie weryfikuje. Miejsce chciwości zajmuje wtedy strach (przed utratą już zarobionych pieniędzy, jeszcze większymi stratami, błędnymi kolejnymi decyzjami).
Pierwsze straty najczęściej nie są zbyt duże i nie zaburzają jeszcze wiary w siebie. Kiedy straty zaczynają się zwiększać, niepokój inwestora rośnie. Gdy straty zaczną przekraczać pewien poziom, trzeba się z tej inwestycji wycofać.
Spora część ludzi jest w stanie zaakceptować do 30% straty.
Radość z zysków jest znacznie mniejsza niż żal z odpowiedniej wielkości straty. Fala optymizmu, której inwestor poddaje się w czasie hossy, trwa krótko, ale jest gwałtowna. Znacznie dłużej i boleśniej przebiega faza rozczarowania i depresji po stratach.
Jeśli dopuścimy do straty na poziomie 30%, to musimy zarobić blisko 43%, aby wrócić do stanu początkowego. Choć jest to trudne, to wygląda na znacznie bardziej realne (w sensownym czasie) niż wtedy, gdy dopuszczamy do straty 40% (wówczas musimy zarobić blisko 67%). Łatwiej będzie, gdy nasza akceptowalna strata portfela nie przekroczy 20%.
Należy straty wliczyć w każdą inwestycję i zarządzać nimi umiejętnie. Szykując się na najgorsze, zmniejszamy stres związany z niepewnością. Jeśli ustalimy plan działania w przypadku strat, zyskamy kontrolę naszych działań.
_____
Komentarze
Prześlij komentarz