Konsument ma trzy podstawowe rodzaje środków interesujących handlowca: pieniądze, jakie właśnie zarabia i ma do dyspozycji, pieniądze zarobione w przeszłości, które odłożył lub zainwestował, i pieniądze, które prawdopodobnie zarobi w przyszłości. Z punktu widzenia współczesnego handlowca nie ma między nimi zasadniczej różnicy, ponieważ pieniądze to pieniądze, bez względu na to, kiedy je zarobiono, i w każdej postaci, jak umożliwia ich zamianę na towary i usługi.
Chociaż handlowców niewiele obchodzi, czy sprzedaż jest za gotówkę, czy na kredyt, firmy obsługujące kart kredytowe dużo bardziej wolą klientów, którzy wydają przyszłe dochody – dzieje się tak dlatego, że jeśli konsument wydaje pieniądze, których jeszcze nie zarobił, nie może natychmiast w pełni zapłacić za to, co kupił za pomocą karty kredytowej (taki konsument musi się zadłużyć i zapłacić od wykorzystanego limitu kredytowego odpowiedni procent).
Wydawanie przyszłych dochodów ma coraz większe znaczenie dla gospodarki. Nie wystarczy, że wydajemy całe nasze bieżące wpływy albo wszystkie oszczędności, które mamy w banku. Aby aktywność gospodarki utrzymywała się na pożądanym poziomie, do jakiego przywykła, musimy też wydawać coraz większą część pieniędzy, których jeszcze nie zarobiliśmy.
Istotnie, gdyby wielu z nas postanowiło żyć tylko z posiadanych środków i zrezygnowało z zadłużania się za pomocą kart kredytowych, miałoby to na gospodarkę katastrofalny wpływ. Głębokie zmiany zaszłyby między innymi w wydatkach konsumpcyjnych, a ich spadek odbiłby się na całej gospodarce. Bardzo by ucierpiała i zmieniła się bankowość – dla wielu banków kredyty udzielane za pomocą kart kredytowych to jedna z najzyskowniejszych form prowadzenia interesów, a nawet najbardziej korzystna.
Szczególne szkody poniosłyby firmy zajmujące się handlem internetowym i telefonicznym, gdyż bez kart kredytowych obie te formy sprzedaży przestałby istnieć.
Osłabienie bankowości i handlu detalicznego spowodowałyby oczywiście zahamowanie i ograniczenie produkcji towarów i zmniejszenie podaży usług.
Byłyby też liczne inne reperkusje gospodarcze, lecz nie wnikając w szczegóły można powiedzieć, że groziłaby nam recesja bądź depresja (lub jedno i drugie). W XX i XXI wieku już takie sytuacje miały miejsce, a ich skutki były (i są) odczuwalne w kolejnych lata (fuzje i przejęcia, bankructwa, upadłości, bezrobocie, długi).
Nie należy zapominać, że do znanych od dawna sposobów czerpania z przyszłych dochodów jest kupowanie na raty, a tym samy bardzo rozbudowana oferta kredytów hipotecznych (które wiążą zobowiązaniami na lata).
Gospodarka, choćby wpadła w najgłębszą recesję, dojdzie do siebie. Cały czas ewoluuje i prawdopodobnie uczy się jednak na swoich błędach. Miniony kryzys miał swoje ofiary po obu stronach, ale efektem tego są zaostrzone kryteria udzielania i otrzymywania kredytów hipotecznych oraz kart kredytowych, wzrasta też świadomość konsumencka i sposób zarządzania budżetem domowym. Przynajmniej takie odnoszę wrażenie. Ale mogę być w błędzie.
_____
Chociaż handlowców niewiele obchodzi, czy sprzedaż jest za gotówkę, czy na kredyt, firmy obsługujące kart kredytowe dużo bardziej wolą klientów, którzy wydają przyszłe dochody – dzieje się tak dlatego, że jeśli konsument wydaje pieniądze, których jeszcze nie zarobił, nie może natychmiast w pełni zapłacić za to, co kupił za pomocą karty kredytowej (taki konsument musi się zadłużyć i zapłacić od wykorzystanego limitu kredytowego odpowiedni procent).
Wydawanie przyszłych dochodów ma coraz większe znaczenie dla gospodarki. Nie wystarczy, że wydajemy całe nasze bieżące wpływy albo wszystkie oszczędności, które mamy w banku. Aby aktywność gospodarki utrzymywała się na pożądanym poziomie, do jakiego przywykła, musimy też wydawać coraz większą część pieniędzy, których jeszcze nie zarobiliśmy.
Istotnie, gdyby wielu z nas postanowiło żyć tylko z posiadanych środków i zrezygnowało z zadłużania się za pomocą kart kredytowych, miałoby to na gospodarkę katastrofalny wpływ. Głębokie zmiany zaszłyby między innymi w wydatkach konsumpcyjnych, a ich spadek odbiłby się na całej gospodarce. Bardzo by ucierpiała i zmieniła się bankowość – dla wielu banków kredyty udzielane za pomocą kart kredytowych to jedna z najzyskowniejszych form prowadzenia interesów, a nawet najbardziej korzystna.
Szczególne szkody poniosłyby firmy zajmujące się handlem internetowym i telefonicznym, gdyż bez kart kredytowych obie te formy sprzedaży przestałby istnieć.
Osłabienie bankowości i handlu detalicznego spowodowałyby oczywiście zahamowanie i ograniczenie produkcji towarów i zmniejszenie podaży usług.
Byłyby też liczne inne reperkusje gospodarcze, lecz nie wnikając w szczegóły można powiedzieć, że groziłaby nam recesja bądź depresja (lub jedno i drugie). W XX i XXI wieku już takie sytuacje miały miejsce, a ich skutki były (i są) odczuwalne w kolejnych lata (fuzje i przejęcia, bankructwa, upadłości, bezrobocie, długi).
Nie należy zapominać, że do znanych od dawna sposobów czerpania z przyszłych dochodów jest kupowanie na raty, a tym samy bardzo rozbudowana oferta kredytów hipotecznych (które wiążą zobowiązaniami na lata).
Gospodarka, choćby wpadła w najgłębszą recesję, dojdzie do siebie. Cały czas ewoluuje i prawdopodobnie uczy się jednak na swoich błędach. Miniony kryzys miał swoje ofiary po obu stronach, ale efektem tego są zaostrzone kryteria udzielania i otrzymywania kredytów hipotecznych oraz kart kredytowych, wzrasta też świadomość konsumencka i sposób zarządzania budżetem domowym. Przynajmniej takie odnoszę wrażenie. Ale mogę być w błędzie.
_____
Komentarze
Prześlij komentarz