Kwestia równowagi między życiem a pracą jest zawsze zbyt drażliwa, ale wniosek ostateczny często może brzmieć: łatwo jest pogodzić życie z pracą, kiedy nie ma się pracy (niezbyt przydatna umiejętność – szczególnie, gdy pieniądze się kończą).
Jeżeli społeczeństwo ma zrobić jakikolwiek postęp w tej kwestii, to potrzeba nam uczciwej debaty. Ale kłopot w tym, że wiele osób mówi straszne niedorzeczności o tej równowadze. Całe to roztrząsanie ruchomego czasu pracy, piątków bez krawata („przywilej” zarezerwowany w praktyce tylko dla określonych grup w hierarchii korporacyjnej) czy płatne urlopy dla młodych ojców, służy tylko zamaskowaniu sedna sprawy, którym jest to, że pewne prace i ścieżki kariery są z gruntu nie do pogodzenia ze znaczącym, codzienny kontaktem z młodą rodziną.
Pierwszym krokiem do rozwiązania problemu jest rozpoznanie rzeczywistości, w jakiej się znajdujesz. A rzeczywistość jest taka, że tysiące ludzi w naszym społeczeństwie wiedzie życie w niemej rozpaczy, spędzając długie, męczące godziny w pracy, której nie znoszą, by móc kupić rzeczy, których nie potrzebują, żeby zrobić wrażenie na ludziach, których nie lubią. Twierdzę więc, że chodzenie w piątki do pracy w dżinsach i polo nie trafia w sedno tej sprawy.
Musi zdać sobie sprawę, że rząd, jak i korporacje, nie rozwiążą tego problemu za nas. Powinniśmy przestać oglądać się na innych. To do nas – jednostek – należy wybór drogi życia i odpowiedzialność za nią. Jeżeli nie zaprojektujesz swojego życia, ktoś inny zrobi to za ciebie, a cudza definicja równowagi może ci się nie spodobać. To bardzo ważne, by nigdy nie powierzać jakości swojego życia komercyjnym firmom. Nie mówię tu o złych korporacjach – ubojniach ludzkich dusz. Mówię o wszystkich firmach. Przedsiębiorstwa handlowe i usługowe są bowiem z natury tak zaprojektowane, by wycisnąć z ciebie tyle, ile się jeszcze da bez konsekwencji. To leży w ich naturze, zapisane w ich DNA, właśnie to robią – nawet te grzeczne firmy o dobrych zamiarach. Z jednej strony umieszczanie w miejscach pracy obiektów opieki nad dzieckiem jest cudowne i oświecone. Z drugiej strony to horror, bo spędzasz w firmie jeszcze więcej czasu. Musimy być odpowiedzialni za stawianie i egzekwowanie granic, jeśli chcemy, by ich przestrzegano.
Musimy rozważnie dobrać ramy czasowe, w których będziemy oceniać naszą równowagę. Musimy być realistami – nie można zrobić wszystkiego w jeden dzień. Musimy wydłużyć ramy czasowe, w których będziemy oceniać równowagę w naszym życiu, ale bez wpadania w pułapkę typu: pożyję sobie na emeryturze, kiedy moje dzieci wyjdą z domu, żona mnie zostawi, zdrowie się pogorszy, nie będę miał znajomych ani nic ciekawego do roboty. Teraz dzień jest zbyt krótki, na emeryturze będzie za długi. Musi być coś pośrodku.
Do równowagi trzeba zrównoważonego podejścia. W życiu są też inne rzeczy – nie tylko praca. Jest aspekt intelektualny, emocjonalny, duchowy. W zrównoważonym życiu musimy zająć się każdą z tych stref.
Każdego dnia liczą się też drobne rzeczy. Być zrównoważonym to nie wywracać swojego życia do góry nogami. Najmniejszy wysiłek włożony w odpowiednim miejscu może zasadniczo zmienić jakość twoich relacji i twojego życia. Myślę, że ponadto może też zmienić społeczeństwo. Ponieważ, jeśli wprowadzimy dostatecznie dużo takich zmian, możemy obecną definicję sukcesu uproszczoną do stwierdzenia: wygrywa ten, kto ma najwięcej pieniędzy w chwili śmierci – przekształcić w bardziej przemyślaną i zrównoważoną definicję dobrze przeżytego życia.
Równowaga między życiem i pracą jest zbyt ważna, by pozostawić ją w rękach twojego pracodawcy. Każdy powinien mieć plan dnia idealnie równoważącego czas dla rodziny, czas wolny i produktywność oraz starać się wprowadzić go w życie.
_____
Jeżeli społeczeństwo ma zrobić jakikolwiek postęp w tej kwestii, to potrzeba nam uczciwej debaty. Ale kłopot w tym, że wiele osób mówi straszne niedorzeczności o tej równowadze. Całe to roztrząsanie ruchomego czasu pracy, piątków bez krawata („przywilej” zarezerwowany w praktyce tylko dla określonych grup w hierarchii korporacyjnej) czy płatne urlopy dla młodych ojców, służy tylko zamaskowaniu sedna sprawy, którym jest to, że pewne prace i ścieżki kariery są z gruntu nie do pogodzenia ze znaczącym, codzienny kontaktem z młodą rodziną.
Pierwszym krokiem do rozwiązania problemu jest rozpoznanie rzeczywistości, w jakiej się znajdujesz. A rzeczywistość jest taka, że tysiące ludzi w naszym społeczeństwie wiedzie życie w niemej rozpaczy, spędzając długie, męczące godziny w pracy, której nie znoszą, by móc kupić rzeczy, których nie potrzebują, żeby zrobić wrażenie na ludziach, których nie lubią. Twierdzę więc, że chodzenie w piątki do pracy w dżinsach i polo nie trafia w sedno tej sprawy.
Musi zdać sobie sprawę, że rząd, jak i korporacje, nie rozwiążą tego problemu za nas. Powinniśmy przestać oglądać się na innych. To do nas – jednostek – należy wybór drogi życia i odpowiedzialność za nią. Jeżeli nie zaprojektujesz swojego życia, ktoś inny zrobi to za ciebie, a cudza definicja równowagi może ci się nie spodobać. To bardzo ważne, by nigdy nie powierzać jakości swojego życia komercyjnym firmom. Nie mówię tu o złych korporacjach – ubojniach ludzkich dusz. Mówię o wszystkich firmach. Przedsiębiorstwa handlowe i usługowe są bowiem z natury tak zaprojektowane, by wycisnąć z ciebie tyle, ile się jeszcze da bez konsekwencji. To leży w ich naturze, zapisane w ich DNA, właśnie to robią – nawet te grzeczne firmy o dobrych zamiarach. Z jednej strony umieszczanie w miejscach pracy obiektów opieki nad dzieckiem jest cudowne i oświecone. Z drugiej strony to horror, bo spędzasz w firmie jeszcze więcej czasu. Musimy być odpowiedzialni za stawianie i egzekwowanie granic, jeśli chcemy, by ich przestrzegano.
Musimy rozważnie dobrać ramy czasowe, w których będziemy oceniać naszą równowagę. Musimy być realistami – nie można zrobić wszystkiego w jeden dzień. Musimy wydłużyć ramy czasowe, w których będziemy oceniać równowagę w naszym życiu, ale bez wpadania w pułapkę typu: pożyję sobie na emeryturze, kiedy moje dzieci wyjdą z domu, żona mnie zostawi, zdrowie się pogorszy, nie będę miał znajomych ani nic ciekawego do roboty. Teraz dzień jest zbyt krótki, na emeryturze będzie za długi. Musi być coś pośrodku.
Do równowagi trzeba zrównoważonego podejścia. W życiu są też inne rzeczy – nie tylko praca. Jest aspekt intelektualny, emocjonalny, duchowy. W zrównoważonym życiu musimy zająć się każdą z tych stref.
Każdego dnia liczą się też drobne rzeczy. Być zrównoważonym to nie wywracać swojego życia do góry nogami. Najmniejszy wysiłek włożony w odpowiednim miejscu może zasadniczo zmienić jakość twoich relacji i twojego życia. Myślę, że ponadto może też zmienić społeczeństwo. Ponieważ, jeśli wprowadzimy dostatecznie dużo takich zmian, możemy obecną definicję sukcesu uproszczoną do stwierdzenia: wygrywa ten, kto ma najwięcej pieniędzy w chwili śmierci – przekształcić w bardziej przemyślaną i zrównoważoną definicję dobrze przeżytego życia.
Równowaga między życiem i pracą jest zbyt ważna, by pozostawić ją w rękach twojego pracodawcy. Każdy powinien mieć plan dnia idealnie równoważącego czas dla rodziny, czas wolny i produktywność oraz starać się wprowadzić go w życie.
_____
piękne slowa, al jak to zrealizować? to jest taki troche utopijny... socjalizm :(
OdpowiedzUsuń