Nasze błędy i porażki pozwalają nam się uczyć, pokazują nam drogę, która jest przed nami. Ale bardzo trudno jest nam nasze błędy dostrzegać i w pozytywny sposób korzystać z nich. To szersza i złożona sprawa, która ma wiele wspólnego z naszym poczuciem wartości.
Mnóstwo zależy od wychowania, od tego, czego uczymy się w domu. Jeśli dziecko nie czuje się przyjęte, takie jakie jest, może zacząć nabierać przekonania, że powinno bardziej się starać. Dziecko nadmiernie krytykowane, z którego rodzice są wiecznie niezadowoleni, które nie widzi błysku zachwytu w rodzicielskich oczach, może uznać, że dopiero, kiedy zacznie się bardziej starać, rodzice będą z niego zadowoleni. Jest w błędzie, bo rodzice stawiają mu po prostu zbyt wysokie, nierealne wymagania. I nawet największe starania ich nie zadowolą.
Przyjęło się, że błąd jest rzeczą niedopuszczalną. Żyjemy w kulturze, która nie toleruje niedoskonałości. Musimy być wiecznie piękni i młodzi, zdrowi i sprawni. Media kreują rzeczywistość dwuwymiarową, w której wszystko wszystkim doskonale się układa. A jeśli nawet ktoś popełnił błąd, to dawno i nieistotny. Kultura kreuje perfekcjonistyczne wzory, bo można na tym dobrze zarobić.
Ale błąd jest czymś niedobrym. Błędne rozwiązanie zadania czy błędy w testach powodują, że nie zdajemy egzaminów. To nie są lęki w naszych głowach, to realne zdarzenia. Obawa przed zrobieniem błędu, poniesieniem porażki to coś, co bardzo hamuje rozwój.
Boimy się, czy podejmiemy dobrą decyzję. Ten lęk jest chyba wpisany w naszą kondycję. Nie wiemy i nie mamy kogo zapytać, czy nasze decyzje są właściwe. W dodatku to, co dziś wydaje nam się dobre, za kilka lat może okazać się fatalne w skutkach. A to, co teraz zdaje się nie do zniesienia, może zaowocować czymś bardzo dobrym. To, co możemy zrobić, to przestać wymagać od siebie bezbłędności. Zawsze możemy się pomylić, lecz nie ma na to recepty, możemy jedynie próbować postąpić najlepiej, jak umiemy. I pytać ludzi nam bliskich, co myślą o naszych pomysłach. Ale gwarancji nie dostaniemy.
Niekiedy nasz lęk to obawa przed niemożliwością naprawienia popełnionych błędów. Uważam jednak, że naprawiamy błędy, poddając refleksji to, co nas spotyka i to, co robimy, i starając się być lepszymi ludźmi. Naprawiamy błędy, próbując zagospodarować nasze codzienne głupstwa, które każdy robi.
Myślę, że to bardzo ważne, aby mieć poczucie, że uczymy się na błędach, a bardzo frustrujące jest powtarzanie wciąż tych samych błędów… Jeśli stale powtarzamy ten sam błąd – jeśli nie uczymy się – to znaczy, że działa w nas nieświadomy przymus powtarzania. Wystawiamy się na te same bolesne sytuacje, choć wiemy, jak się kończą…
Tak trudno przyznać się do błędu. Ciężko nam pogodzić się z naszą niedoskonałością. Boimy się, że stracimy akceptację, a może nawet miłość bliskich. Dzieci poddawane nieustającej krytyce lub chwalone za wszystko, wyrastają na dorosłych, którzy sami siebie stale oceniają. Takie osoby nie są w stanie przyznać się do błędu, ponieważ groziłoby to zniszczeniem ich wizerunku. Są zależne od zewnętrznego uznania i podziwu.
Promuje się gromadzenie dóbr, zdobywanie uznania i podziwu, ale nie budowanie głębokich, wartościowych relacji z ludźmi. A tymczasem naprawdę nikt nie jest doskonały. Kiedy w to uwierzymy, tak naprawdę i dogłębnie – możemy poczuć głęboką ulgę.
Mnóstwo zależy od wychowania, od tego, czego uczymy się w domu. Jeśli dziecko nie czuje się przyjęte, takie jakie jest, może zacząć nabierać przekonania, że powinno bardziej się starać. Dziecko nadmiernie krytykowane, z którego rodzice są wiecznie niezadowoleni, które nie widzi błysku zachwytu w rodzicielskich oczach, może uznać, że dopiero, kiedy zacznie się bardziej starać, rodzice będą z niego zadowoleni. Jest w błędzie, bo rodzice stawiają mu po prostu zbyt wysokie, nierealne wymagania. I nawet największe starania ich nie zadowolą.
Przyjęło się, że błąd jest rzeczą niedopuszczalną. Żyjemy w kulturze, która nie toleruje niedoskonałości. Musimy być wiecznie piękni i młodzi, zdrowi i sprawni. Media kreują rzeczywistość dwuwymiarową, w której wszystko wszystkim doskonale się układa. A jeśli nawet ktoś popełnił błąd, to dawno i nieistotny. Kultura kreuje perfekcjonistyczne wzory, bo można na tym dobrze zarobić.
Ale błąd jest czymś niedobrym. Błędne rozwiązanie zadania czy błędy w testach powodują, że nie zdajemy egzaminów. To nie są lęki w naszych głowach, to realne zdarzenia. Obawa przed zrobieniem błędu, poniesieniem porażki to coś, co bardzo hamuje rozwój.
Boimy się, czy podejmiemy dobrą decyzję. Ten lęk jest chyba wpisany w naszą kondycję. Nie wiemy i nie mamy kogo zapytać, czy nasze decyzje są właściwe. W dodatku to, co dziś wydaje nam się dobre, za kilka lat może okazać się fatalne w skutkach. A to, co teraz zdaje się nie do zniesienia, może zaowocować czymś bardzo dobrym. To, co możemy zrobić, to przestać wymagać od siebie bezbłędności. Zawsze możemy się pomylić, lecz nie ma na to recepty, możemy jedynie próbować postąpić najlepiej, jak umiemy. I pytać ludzi nam bliskich, co myślą o naszych pomysłach. Ale gwarancji nie dostaniemy.
Niekiedy nasz lęk to obawa przed niemożliwością naprawienia popełnionych błędów. Uważam jednak, że naprawiamy błędy, poddając refleksji to, co nas spotyka i to, co robimy, i starając się być lepszymi ludźmi. Naprawiamy błędy, próbując zagospodarować nasze codzienne głupstwa, które każdy robi.
Myślę, że to bardzo ważne, aby mieć poczucie, że uczymy się na błędach, a bardzo frustrujące jest powtarzanie wciąż tych samych błędów… Jeśli stale powtarzamy ten sam błąd – jeśli nie uczymy się – to znaczy, że działa w nas nieświadomy przymus powtarzania. Wystawiamy się na te same bolesne sytuacje, choć wiemy, jak się kończą…
Tak trudno przyznać się do błędu. Ciężko nam pogodzić się z naszą niedoskonałością. Boimy się, że stracimy akceptację, a może nawet miłość bliskich. Dzieci poddawane nieustającej krytyce lub chwalone za wszystko, wyrastają na dorosłych, którzy sami siebie stale oceniają. Takie osoby nie są w stanie przyznać się do błędu, ponieważ groziłoby to zniszczeniem ich wizerunku. Są zależne od zewnętrznego uznania i podziwu.
Promuje się gromadzenie dóbr, zdobywanie uznania i podziwu, ale nie budowanie głębokich, wartościowych relacji z ludźmi. A tymczasem naprawdę nikt nie jest doskonały. Kiedy w to uwierzymy, tak naprawdę i dogłębnie – możemy poczuć głęboką ulgę.
Komentarze
Prześlij komentarz