We współczesnym świecie mówienie o potędze środków masowego przekazu jest truizmem. Nie brak ludzi, którzy określając strukturę władzy skłonni są wskazywać na trzy najpotężniejsze siły – kapitał, pracę i media, czyli środki masowego przekazu, uważane za osobną, potężną grupę nacisku, decydującą o losach kraju, regionu, świata.
Jedne z najostrzejszych batalii politycznych rozgrywają się wokół dostępu do środków masowego przekazu, ponieważ powszechną jest świadomość, że ten, kto sprawuje kontrolę nad środkami przekazu, w istocie dzierży potężną, czasami wręcz decydującą cząstkę władzy politycznej.
Dysponując prasą, radiem, telewizją, Internetem można w nieomal dowolny sposób urabiać opinię wokół istniejących realnie zdarzeń i problemów. Media tworzą także rzeczywistość samą dla siebie. Są czymś więcej niż instrumentem kształtowania opinii – stają się światem samoistnym, wielką iluzjonistyczną rzeczywistością, którą miliony ludzi przeżywają jak własne życie.
Właściwie już dzisiaj żyjemy w czymś w rodzaju takiej iluzjonistycznej fantazji, która przesłania nam resztę świata. Ale nie tylko przesłania świat realny – powoduje ona ponadto, że zaczynamy myśleć i odczuwać w kategoriach telewizyjnego czy filmowego schematu (zdarzenie, które nie układa się w poprawny schemat telewizyjnego czy filmowego scenariusza, nie ma sensu – staje się zdarzeniem niedorzecznym).
Na tym polega w gruncie rzeczy prawdziwa potęga środków masowego przekazu, fakt, że stają się one w naszych czasach osobną, zatrważającą siłą społeczną, wielkim międzynarodowym imperium. Daleko poza nami pozostały już czasy, kiedy prasa jedynie kształtowała poglądy lub wyrażała opinie. Wraz z nadejściem ery telewizji – a później Internetu – owa opiniotwórcza funkcja staje się funkcją coraz bardziej drugorzędną, w istocie mało ważną. Ważne naprawdę jest to, że różnorodne opinie ułożone zostają w ogólniejszy model rzeczywistości, model życia, który dla milionów odbiorców staje się bardziej realny, bardziej przekonywający i bardziej rzeczywisty niż sama rzeczywistość.
Jedne z najostrzejszych batalii politycznych rozgrywają się wokół dostępu do środków masowego przekazu, ponieważ powszechną jest świadomość, że ten, kto sprawuje kontrolę nad środkami przekazu, w istocie dzierży potężną, czasami wręcz decydującą cząstkę władzy politycznej.
Dysponując prasą, radiem, telewizją, Internetem można w nieomal dowolny sposób urabiać opinię wokół istniejących realnie zdarzeń i problemów. Media tworzą także rzeczywistość samą dla siebie. Są czymś więcej niż instrumentem kształtowania opinii – stają się światem samoistnym, wielką iluzjonistyczną rzeczywistością, którą miliony ludzi przeżywają jak własne życie.
Właściwie już dzisiaj żyjemy w czymś w rodzaju takiej iluzjonistycznej fantazji, która przesłania nam resztę świata. Ale nie tylko przesłania świat realny – powoduje ona ponadto, że zaczynamy myśleć i odczuwać w kategoriach telewizyjnego czy filmowego schematu (zdarzenie, które nie układa się w poprawny schemat telewizyjnego czy filmowego scenariusza, nie ma sensu – staje się zdarzeniem niedorzecznym).
Na tym polega w gruncie rzeczy prawdziwa potęga środków masowego przekazu, fakt, że stają się one w naszych czasach osobną, zatrważającą siłą społeczną, wielkim międzynarodowym imperium. Daleko poza nami pozostały już czasy, kiedy prasa jedynie kształtowała poglądy lub wyrażała opinie. Wraz z nadejściem ery telewizji – a później Internetu – owa opiniotwórcza funkcja staje się funkcją coraz bardziej drugorzędną, w istocie mało ważną. Ważne naprawdę jest to, że różnorodne opinie ułożone zostają w ogólniejszy model rzeczywistości, model życia, który dla milionów odbiorców staje się bardziej realny, bardziej przekonywający i bardziej rzeczywisty niż sama rzeczywistość.
Nie muszę wam mówić, że jest źle. O tym wiedzą wszyscy. Mamy depresję gospodarczą. Wszędzie pełno bezrobotnych lub ludzi, którzy żyją w strachu przed utratą pracy. Pieniądz traci wartość, banki bankrutują, właściciele sklepów trzymają rewolwery pod ladą, na ulicach grasują bandyci, alfonsi i sprzedawcy narkotyków. Nikt nie wie, co robić i nie widać końca tej sytuacji. Wiemy, że powietrze, którym oddychamy, jest zatrute, że jedzenie, które kupujemy, nie nadaje się do spożycia, a my siedzimy sobie spokojnie przed telewizorami i słuchamy, jak jakiś spiker opowiada nam, że dzisiaj popełniono piętnaście zabójstw i sześćdziesiąt trzy ciężkie przestępstwa, tak jakby to miał być normalny stan rzeczy. Wiemy, że jest źle, że jest gorzej niż źle. Wydaje się, że cały świat zwariował. A więc nie wychodzimy na ulicę. Siedzimy w domu i świat, w którym żyjemy, powoli kurczy się, staje się coraz mniejszy i w końcu chcemy tylko jednego: żeby nas pozostawiono w spokoju w naszych własnych czterech ścianach. Wystarczy mi opiekacz do grzanek, telewizor, suszarka do włosów, samochód z oponami radialnymi. Nie mam innych pragnień i chcę tylko, żeby pozostawiono mnie w spokoju. Chcę, żebyście się wreszcie obudzili. Nie wzywam was, żebyście urządzali demonstrację, nie wzywam was, żebyście zaczęli pisać do swoich kongresmanów. Zresztą nie mógłbym wam nawet podpowiedzieć, co macie do nich napisać. Nie wiem, jak ożywić gospodarkę, jak powstrzymać inflację, co zrobić z budżetem wojskowym, jak przywrócić spokój na naszych ulicach. Ale wiem jedno: powinniście się otrząsnąć z letargu, powinniście poczuć, że was krew zalewa. Musicie sobie powiedzieć: „Jestem człowiekiem, do jasnej cholery. Moje życie jest coś warte” […].Miłośnikom absurdu polecam wieczorne wiadomości.
Paddy Chayefsky, Sam Hedrin: Sieć, Książka i Wiedza Warszawa 1983, s. 91-92
Komentarze
Prześlij komentarz