Przejdź do głównej zawartości

Prognozy

Rozwinięte gospodarki doszły do granic swoich możliwości i uginają się pod ciężarem długów, których nie będą w stanie nigdy spłacić. Reszta świata ochoczo zmierza w tym samym kierunku. Surowce naturalne – od ropy przez wodę po najróżniejsze metale – zaczynają się w szybkim tempie kurczyć i wkrótce przestanie ich wystarczać, a to będzie miało katastrofalne skutki dla jakości życia we wszystkich krajach świata.

Znaleźliśmy się pomiędzy ekonomicznymi epokami i czeka nas czas wielkiego chaosu i zawirowań.

Problemy są zbyt głębokie, by dało się je łatwo rozwiązać. Już samo twierdzenie, że pobudzanie konsumpcji przyniesie gospodarce zbawienie, jest faktycznym pogarszaniem sytuacji. To przecież właśnie nadmierna konsumpcja doprowadziła nas – zwłaszcza w ostatnich trzydziestu latach – do obecnej mizerii.

Najgorsze jest to, że w ostatnich trzech dekadach zupełnie wymknęła się ona spod kontroli. Przeistoczyła się w silnie uzależniający narkotyk. Stało się tak dlatego, że zachodni świat przyjął filozofię wzrostu gospodarczego jako ostatecznego i najważniejszego celu. W praktyce oznaczało to, że chcąc utrzymać wysokie tempo wzrostu, trzeba konsumować wciąż więcej i więcej. Cena była jednak wysoka. Jedną z możliwych dróg, którą zdecydowaliśmy się iść, było stałe obniżanie cen produktów. [...] Innym sposobem na pobudzanie konsumpcji było rosnące zadłużenie. Na kredyt żyli wszyscy: konsumenci, banki i rządy. [...] W połączeniu z boomem kredytowym ostatniej dekady doprowadziło to do sytuacji totalnego zadłużenia wszystkich u wszystkich.

[...] sposób, w jaki świat gospodaruje ropą, wodą czy miedzią, nie jest zrównoważony ani rozsądny.

[...] zasoby kiedyś się wyczerpią. Na dodatek obecne korzystanie z nich pozbawione jest jakiejkolwiek koordynacji. Każdy ciągnie w swoją stronę, nie oglądając się na resztę. Przyczyną jest filozofia wzrostu gospodarczego za wszelką cenę. Najnowszy przykład. Kiedy zachodnie rynki nasyciły się i przestały chłonąć tyle nowych pralek, telewizorów czy samochodów, producenci wpadli na pomysł, by skrócić życie produktów. Dlatego im nowszy telefon komórkowy, tym krócej nam służy. Do tego dochodzi kreowanie mód i nowych potrzeb. To pompuje wzrost, ale ukryty efekt może być tylko jeden: zużycie surowców wzrasta, a zasoby kurczą się coraz szybciej.

Mówiąc krótko, życie nasze i następnych pokoleń nie będzie wyglądało tak jak w ostatnim półwieczu na Zachodzie. Będzie gorzej. Dużo gorzej.

Zachód zbiednieje. Zacznie się od ciągłego pogłębiania obecnego kryzysu, którego dna jeszcze nie doświadczyliśmy. Wielkie zubożenie jest nieuchronne. Aby rozładować problem zadłużeniowy, trzeba będzie przecież oszczędzać na wszystkich poziomach: od konsumentów przez banki po rządy. By spłacić przynajmniej część zobowiązań, podatki będą musiały pójść w górę. To jeszcze bardziej zmniejszy naszą gotowość do konsumpcji. Oparte na giełdzie systemy emerytalne nie przyniosą spodziewanych zysków i nie zapewnią nam spokojnej starości. Efekt? Znów presja na niższą konsumpcję i więcej oszczędności. Oszczędzanie uderzy też w banki. Coraz więcej z nich będzie musiało zapomnieć o czasach świetności i zacznie zapadać w coś w rodzaju śpiączki. Będą istniały, ale nie będą pożyczały zbyt wiele pieniędzy. To spowolnienie odbije się również na giełdach. Akcje firm produkujących dobra takie jak samochody czy pralki pójdą ostro w dół. Inne – z powodu ogólnego spowolnienia – też będą spadały. Czasowo wzrośnie jedynie wartość spółek z dziedziny technologii czy sieci handlowych, ale to tylko dlatego, że Chińczycy i Hindusi będą chcieli wykorzystać okazję i wejść głębiej na zachodnie rynki.

W średnim okresie czeka nas też wielka fala drożyzny. I to na stałe. Wiąże się to ze wzrostem cen surowców. A ponieważ są one składową cen niemal wszystkich towarów, to wszystkie one pójdą w górę. Zacznie się od ropy. Problem będzie narastał powoli, ale w sposób widoczny. [...] Dotąd wykorzystaliśmy nieco ponad połowę znanych nam zasobów surowca, największe pola naftowe stopniowo zmniejszają wydobycie, a popyt rośnie, głównie z powodu apetytu na paliwo w gospodarkach wschodzących. [...] Aby zasobów wystarczyło na dłużej, producenci ropy będą podnosili ceny.

[...] współczesna produkcja żywności to nic innego, jak używanie ziemi do przetwarzania paliwa w jedzenie. Nawozy, transport i przetwórstwo żywności, które pozwoliły w minionym półwieczu zabezpieczyć dużą część kuli ziemskiej przed negatywnymi skutkami nieurodzaju, opierają się na paliwach. Trudno więc oczekiwać, że wzrost cen paliw nie przełoży się na wzrost cen żywności. Będzie to oznaczało głód w krajach słabiej rozwiniętych i konieczność przerzucenia się na tańsze, często mniej zdrowe jedzenie w starym świecie.

Wojny, o których decydują ludzie, nie są nieuchronne. Mniej zasobów i biednienie społeczeństw będzie jednak rodziło wiele frustracji. [...] Nie można zapominać, że ludzkość ma bardzo świeże doświadczenia dwóch wojen światowych. Szansa tkwi w tym, że być może mimo tarć i konfliktów nie będzie chciała ich powtórzyć. Dużo trudniej będzie uniknąć narastania przemocy i wrogości wewnątrz samych społeczeństw. [...] Będzie też coraz trudniej utrzymać spójność społeczną. Pojawi się coraz więcej symptomów rebelii, odmawiania płacenia podatków, nieufności do rządu i instytucji finansowych. Rozkwitnie czarny rynek.

Zachód musi się pogodzić z tym, że będzie się żyło skromniej.

Będzie się musiało zmienić rozumienie podstaw współczesnego kapitalizmu.

Graeme Maxton w rozmowie z Rafałem Wosiem, Magazyn Dziennik Gazeta Prawna z 27 stycznia 2012, nr 19 (3157), gazetaprawna.pl

Komentarze

Popularne posty z tego bloga