Na polskim rynku detalicznym moda na żywe złoto przychodzi dopiero wraz z falą obecnego globalnego kryzysu. Na polskim rynku jest to jeszcze nisza, która ma wielki potencjał.
Jesienią 2011 roku złoto było najdroższe w historii. Większość analityków twierdzi, że w roku 2012 padnie kolejny rekord.
Kiedy świat zalewa kryzys, który na rynki finansowe wprowadza niepewność, a na dodatek kreśli perspektywę inflacji jako efektu ubocznego dodruku pieniądza, po złote sztabki – traktowane jako najbezpieczniejsza przystań – sięgają najpierw banki centralne, potem profesjonalni inwestorzy, następnie piękni i bogaci, a w końcu zwyczajni ludzie.
Żywe złoto można nabyć w mennicy, przez internet oraz kilku bankach – ceny uzależnione są od miejsca kupna. Ze sprzedażą już nabytych sztabek jest różnie – wyjść z inwestycji można próbować (zwykle po niskiej cenie) u jubilera, w kantorze lub poprzez aukcje internetowe. Jednak chętnych na sprzedawanie na razie praktycznie nie ma. Przybywa za to klientów ogarniętych gorączką złota. I nie jest to efekt tylko ekspansji dystrybutorów.
Kryzys przyspiesza wzrost świadomości Polaków, którzy dopiero uczą się walorów złota.
Chodzi nie tylko o to, że kruszec zazwyczaj drożeje w czasie dekoniunktury, ale i że nie ma w sobie równych w hibernacji wartości. Około 1920 roku Henry Ford sprzedawał Model T za 350 dolarów, czyli około 18 uncji złota. Dzisiaj za 18 uncji złota, czyli około 30 tys. dolarów, wciąż można kupić niezły samochód, a za 350 dolarów – już nie.
Eksperci przekonują, że na złocie jeszcze długo będzie można zarobić – nie tylko dlatego, że kryzys zwiększa popyt, ale też ze względów fundamentalnych. Relacja wartości wydobytego złota do globalnej bazy monetarnej wskazuje, że godziwa wartość kruszcu jest większa od aktualnej ceny.
Sprzedawcom złota i ich klientom pozostaje trzymać kciuki, by tym razem nie sprawdziła się zasada, która nie raz sprawdzała się na rynkach finansowych: spodziewaj się nieoczekiwanego.
Opracowane na podstawie: Natalia Chudzyńska-Stępień, Złotopolscy, Forbes 02/2012, s. 96-97.
Jesienią 2011 roku złoto było najdroższe w historii. Większość analityków twierdzi, że w roku 2012 padnie kolejny rekord.
Kiedy świat zalewa kryzys, który na rynki finansowe wprowadza niepewność, a na dodatek kreśli perspektywę inflacji jako efektu ubocznego dodruku pieniądza, po złote sztabki – traktowane jako najbezpieczniejsza przystań – sięgają najpierw banki centralne, potem profesjonalni inwestorzy, następnie piękni i bogaci, a w końcu zwyczajni ludzie.
Żywe złoto można nabyć w mennicy, przez internet oraz kilku bankach – ceny uzależnione są od miejsca kupna. Ze sprzedażą już nabytych sztabek jest różnie – wyjść z inwestycji można próbować (zwykle po niskiej cenie) u jubilera, w kantorze lub poprzez aukcje internetowe. Jednak chętnych na sprzedawanie na razie praktycznie nie ma. Przybywa za to klientów ogarniętych gorączką złota. I nie jest to efekt tylko ekspansji dystrybutorów.
Kryzys przyspiesza wzrost świadomości Polaków, którzy dopiero uczą się walorów złota.
Chodzi nie tylko o to, że kruszec zazwyczaj drożeje w czasie dekoniunktury, ale i że nie ma w sobie równych w hibernacji wartości. Około 1920 roku Henry Ford sprzedawał Model T za 350 dolarów, czyli około 18 uncji złota. Dzisiaj za 18 uncji złota, czyli około 30 tys. dolarów, wciąż można kupić niezły samochód, a za 350 dolarów – już nie.
Eksperci przekonują, że na złocie jeszcze długo będzie można zarobić – nie tylko dlatego, że kryzys zwiększa popyt, ale też ze względów fundamentalnych. Relacja wartości wydobytego złota do globalnej bazy monetarnej wskazuje, że godziwa wartość kruszcu jest większa od aktualnej ceny.
Sprzedawcom złota i ich klientom pozostaje trzymać kciuki, by tym razem nie sprawdziła się zasada, która nie raz sprawdzała się na rynkach finansowych: spodziewaj się nieoczekiwanego.
Opracowane na podstawie: Natalia Chudzyńska-Stępień, Złotopolscy, Forbes 02/2012, s. 96-97.
Wszyscy mówią o 2000 USD. Wierzyć?
OdpowiedzUsuńOstatnio złoto stoi trochę niżej, jednak to chyba nadal jedna z bezpieczniejszych inwestycji długoterminowych. Co sądzicie?
OdpowiedzUsuń