Gdy siedzę w korku, serce bije mi z normalną szybkością. Nie jestem sam. Utknąwszy tam, mogę uchodzić za normalnego człowieka, który wraca do żony i dzieci, który ma dom. Mogę udawać, że moje życie jest czymś więcej niż tylko czekaniem na kolejną katastrofę. Że wiem, jak funkcjonować. Tak samo, jak dzieci bawią się w dom. Mogę udawać, że wracam z pracy do domu.
To żałosne, że nie potrafimy żyć z rzeczami, których nie rozumiemy. Że wszystko musimy opisać, wyjaśnić, rozebrać na czynniki pierwsze. Nawet jeśli chodzi o coś, czego nie da się wyjaśnić.
Ci, na których natykasz się […] mają dość gadania o pogodzie. Mają dość bezpieczeństwa. Oni zmienili już wystrój w zbyt wielu domach. To opaleni ludzie, którzy rzucili palenie, wyrzekli się białego cukru i soli, tłuszczu i wołowiny. To ci, którzy patrzyli, jak ich rodzice i dziadkowie przez całe życie uczyli się i pracowali po to tylko, żeby na koniec wszystko stracić.
[…] wiedzą, że większy dom nic nie zmienia. Podobnie jak bardziej udany współmałżonek, więcej pieniędzy, jędrniejsza skóra.
Wszystko, co udaje ci się zdobyć, to tylko kolejna rzecz, którą stracisz.
Po co w ogóle robię cokolwiek? […] Jestem dostatecznie wykształcona, żeby wybić sobie z głowy każdy plan. Żeby rozłożyć na części każdą fantazję. Wytłumaczyć sobie, że każdy cel jest bez sensu. Jestem na tyle mądra, żeby odrzucić każde marzenie.
Amerykański slogan powinien brzmieć: „Nigdy dosyć”. Nic już nie jest dostatecznie szybkie. Wszystko jest za małe. Nic nam nie sprawia satysfakcji. Ciągle próbujemy coś ulepszyć…
[…] praca większości ludzi po prostu wyparowuje, traci ważność albo już w momencie powstania jest nieaktualna.
Chuck Palahniuk: Udław się, Niebieska Studnia, Warszawa 2007, s. 265-315
Niekiedy bardzo trudno nakreślić plan działania, określić priorytety – trzeba się dostosowywać, czasem improwizować wśród możliwości, które napotykamy w chaosie świata.
Komentarze
Prześlij komentarz