Nowoczesna obsesja punktualności i wykorzystywania każdej sekundy sprawia, że każdy jest przekonany jakoby „kilkuminutowe opóźnienie mogło zniweczyć nadzieje całego życia”.
Każdy element życia w mieście – kakofonia dźwięków, samochody, tłum i konsumpcjonizm – bardziej niż do namysłu, odprężenia czy zwrócenia uwagi na innych zachęca nas do pośpiechu. Miasto sprawia, że ciągle jesteśmy w ruchu, w trybie czuwania, wciąż w poszukiwaniu nowych bodźców. Nawet jeśli dostarcza nam podniet, to uważamy, że działa wyobcowująco.
W wojnie z kultem szybkości linia frontu znajduje się w naszych głowach. Jeżeli całkowicie nie odmienimy swojego nastawienia, odruch przyspieszania pozostanie naszym trybem domyślnym.
Czasem, żeby być szybszym, człowiek musi być wolniejszy.
Często cierpliwość okazuje się najlepszą strategią.
Każda przyjemność, jaką potrafię sobie wyobrazić i każda, której doświadczyłem, staje się jeszcze rozkoszniejsza, kiedy dawkować ją sobie małymi łyczkami, jeśli podchodzić do niej powoli.
Do sukcesu, tak jak do szczęścia, najlepiej dążyć okrężną drogą.
Jeśli nasze podejście do czasu stanie się mniej neurotyczne, będziemy w stanie rozsądniej korzystać z życia w społeczeństwie działającym 24/7.
Carl Honore: Pochwała powolności. Jak zwolnić tempo i cieszyć się życiem, Drzewo Babel, Warszawa 2011, s. 56 i nas.
Niekiedy bardzo trudno nakreślić plan działania, określić priorytety – trzeba się dostosowywać, czasem improwizować wśród możliwości, które napotykamy w chaosie świata.
Komentarze
Prześlij komentarz