[…] O ile bowiem szefowie łatwo zgadzają się, aby osoby poniżej trzydziestki, zachowywały pewną niezależność i pracowały, kiedy im się podoba, o ile czasami nawet doceniają fakt, iż można je zaangażować w dowolnej chwili, doceniają rozległość zainteresowań, wszechstronność doświadczeń, o tyle, zresztą dosyć niekonsekwentnie, od pracowników po trzydziestce żądają (czyniąc w ten sposób z trzydziestki rodzaj Rubikonu), aby dawali dowody pewnej stałości, gwarantowali punktualność, poważny stosunek do pracy, wierność, dyscyplinę. Szefowie […] nie tylko unikają angażowania osób powyżej trzydziestu pięciu lat, ale także niechętnie okazują zaufanie komuś, kto przekroczywszy trzydziestkę nigdy jeszcze nie miał stałej pracy. Nie chcą także […] zatrudniać ich dorywczo; pracownik nie ustabilizowany robi niepoważne wrażenie; w wieku lat trzydziestu powinno się być kimś, albo jest się nikim. A nie jest się kimś, o ile nie znalazło się swego miejsca, swojej „firmy”, nie ma się własnych kluczy, gabinetu, tabliczki z nazwiskiem.
Georges Perec: Rzeczy, Książka i Wiedza, Warszawa 1982, s. 62-63.
Niekiedy bardzo trudno nakreślić plan działania, określić priorytety – trzeba się dostosowywać, czasem improwizować wśród możliwości, które napotykamy w chaosie świata.
Komentarze
Prześlij komentarz